You are here: Home > Legendy > Żebracza dola

Żebracza dola

Dawno, dawno temu we wsi Ząbrowo na Małych Żuławach Malborskich woda przerwała wał na Nogacie. Początkowo była to niewielka dziura, lecz okoliczni mieszkańcy zebrali się nad rzeką, by naprawić szkody. Bali się, że woda może do­trzeć do ich domów i zniszczyć je. Ale gdy tylko rozpoczęto prace naprawcze, woda uderzyła z taką siłą, że ro­botnicy musieli szybko uciekać, a wyrwa powiększyła się dwu­krotnie. Woda wdarła się aż po Jezioro Drużno, a Małe Żuławy zamieniły się w morze.

–    Co robić? Co robić? – zastanawiał się sołtys Ząbrowa. – Jak zatrzymać żywioł?

–     Teraz możemy już tylko czekać. Niedługo wody opadną i wtedy odbudujemy wał – powiedział Florian, bogaty gbur, któ­ry stracił najwięcej.

Tak też się stało. Wkrótce niepomyślne, północne wiatry odwróciły się, woda popłynęła w kierunku Zalewu i można było rozpocząć naprawianie szkód. Nie było to jednak łatwe przed­sięwzięcie, wyrwa była potężna. Prace rozpoczęte wczesnym rankiem trwały do wieczora. Udało się odbudować wał, więc za­dowoleni robotnicy udali się do chat na spoczynek. Lecz rano nie było śladu po ich pracy. A wyrwa była jeszcze większa.

–   Jak to możliwe? – gorączkował się sołtys. – Kto to zniszczył?!

–   To woda…

Stosowano różne umocnienia. Nic nie pomagało. Co w dzień ludzie zbudowali, nocą woda wymywała.

Zwołano naradę. Okoliczni gburzy zebrali się w karczmie, by wspólnie zaradzić tej sytuacji.

–    Nic nie pomaga – relacjonował sołtys – Musimy znaleźć ja­kiś sposób…

–    Próbowaliśmy już wszystkiego – martwił się Florian.

–    Czy na pewno? – powiedział ktoś z tłumu.

Wszyscy zwrócili się ku niemu. Był to obcy. Nikt go tu wcze­śniej nie widział.

–    Kim jesteś? – pytano.

–     Czy to istotne? Wiem, jak wam pomóc. Posłuchajcie: nie odbudujecie wału nigdy, chyba że …

–    Że co? Że… – dopytywali się wszyscy

–    Chyba że… zwabicie do dziury jakiegoś nieszczęśnika i za­kopiecie go tam żywcem! Wtedy wał będzie mocny i nic go nie zniszczy.

Zapadła cisza. Tak. Mieszkańcy pamiętali, że dawniej czyni­li tak ich przodkowie. Opowiadali o tym ich dziadowie i babki.

–   Czy tak można? – przerwał ciszę sołtys – Przecież to grzech.

–    Ale ten człowiek mówi, że to skutkuje. Panie, czy… – Kon­stanty obejrzał się, ale nigdzie już przybysza nie dostrzegł. – Po­szedł sobie. Nie myślmy długo. Możemy ocalić swoje domy i do­bytki, i… własne życie.

Pewien żebrak, jak co tydzień, przyszedł do wioski. Nic nie

 

podejrzewając jadł i pił z chłopami. Dziwiła go trochę ich hoj­ność, ale nie zawracał sobie długo tym głowy. Upitego do nie­przytomności zabrali na wał. Tam wrzucili do wyrwy i, jak po­radził im obcy, zakopali. Odbudowali wał i czekali do rana. Tym razem nic się nie stało! Wał stał nienaruszony!

Dopiero, gdy niebezpieczeństwo minęło, mieszkańcy Ząbro­wa zaczęli zastanawiać się nad swoim czynem. Ktoś powiedział nawet, że przybyszem musiał być sam szatan i że czyn zły trze­ba odpokutować. Dlatego od tej pory każdy żebrak jest przyjmo­wany w Ząbrowie po królewsku.

Comments are closed.