You are here: Home > Legendy > Zbrodnia w Fiszewie

Zbrodnia w Fiszewie

Powstanie Listopadowe zakończyło się klęską. 5 październi­ka 1831 r. korpus generała Macieja Rybińskiego przekroczył granicę pruską: po rozbrojeniu i po kilkugodzinnej kwaran­tannie pod Brodnicą został rozlokowany w miastach i wsiach, położonych u ujścia Wisły. Generał Rybiński został, razem ze swoim sztabem, umieszczony w Elblągu. Artylerzyści generała Bema dostali kwatery w podelbląskich wsiach, kawalerzystów ulokowano w okolicach Tczewa, a piechotę w Malborku, Starvm Polu i Fiszewie.

Powstańcy byli witani serdecznie przez mieszkańców Elbląga. Przyjmowano ich w ” omach, goszczono. Władze pruskie odnosiły się jednak niechętnie do polskich żoł­nierzy: gdy car Mikołaj I ogłosił amnestię, próbowały zmusić powstańców.

Żołnierze nie chcieli wracać, co popychało pruską admini­strację do coraz ostrzejszych represji. Tak doszło do masakry, która miała miejsce w Fiszewie, 21 stycznia 1832 r.

W fiszewskiej gospodzie wrzało: w kłębach tytoniowego dymu toczyła się gorąca dys­kusja.

–   Znamy ich, psubratów! – krzyczał młody żołnierz z pułku dzieci Warszawy, podno­sząc do góry obandażowaną rękę.

A kto mu wierzy? – wtrącił inny, w mundurze gwardii konnej. – Ale wszyscy stęskni- Limy się za swoimi, za domem. Iść na obczyznę łatwo, ale jak potem wrócić?

Za oknami dało się słyszeć kroki. Kilka twarzy przylgnęło do zamarzniętych szyb: jrzed gospodą stanęła kompania pruskich grenadierów. Po chwili w drzwiach izby pojawił się dowódca oddziału – major o polskim nazwisku Szwejkowski, ale o duszy niskiego junkra.

–   Co to za zebranie? – zwrócił się po niemiecku do siedzących najbliżej żołnierzy pol- sasi’Ch, ale nikt mu nie odpowiedział.

–   Przetłumacz, że nie zniosę tu żadnych buntów. Rosyjski car wydał amnestię. Wszy­scy muszą wracać do domu. A jeżeli nie chcą, to ja im pomogę! – trzasnął się dłu­gą, oficerską trzcinką po butach. – Podawać nazwiska do listy osób, wracających do domu. Szybko!

Te słowa, po ich przełożeniu na polski przez tłumacza, wywołały burzę. Co on sobie myśli? Mówi przecież do żołnierzy! Do kraju nie wracamy, nie chcemy na Sybir!

–  Co? Nie chcą? Wyrzućcie to bydło z gospody!

Polscy żołnierze wyszli na zaśnieżony dziedziniec. Stanęli tam, zbici w ciasną groma­dę.

Rozejść się! – wrzasnął Szwej ko wski. – Natychmiast! Biegiem!

Żołnierze stali, patrząc ponuro na miotającego się Prusaka, gdy nagle rozległ się trzask karabinowej salwy. Z luf karabinów, trzymanych przez pruskich grenadierów, wąskimi strużkami unosił się dym…

Na dziedzińcu leżało osiem żołnierskich ciał. Kilkunastu innych wiło się na śniegu, trocząc ranami. Biała powłoka śniegu nasiąkała purpurowymi plamami.

Tisalwa odbiła się głośnym echem w świecie. Wywołała gniew i oburzenie także w szerokich kręgach społeczeństwa niemieckiego. Mieszkańcy Elbląga wystosowali pe­tycję, potępiającą sprawców fiszewskiej masakry.

Echa tej salwy dotarły także do Adama Mickiewicza, który w „Księgach narodu i piel- Ctymstwa polskiego” napisał:

,Przez męczeństwo żołnierzy zamordowanych w Fischau przez Prusaków,

Wybaw nas, Panie.”

Comments are closed.