You are here: Home > Legendy > Zbrodnia na grobli

Zbrodnia na grobli

W 1463 r., na krótko przed Zielonymi Świątkami, kiedy słońce coraz silniej ogrzewało pokryte grubą warstwą śniegu stoki górskie, wody zaczęły spływać coraz gwałtowniej. Tatrzańskie i beskidzkie szczyty rzewnie płakały nad utratą pięknej szaty zimowej. Z łez, płynących ze szczytów i zboczy Baraniej Góry, powstała Czarna Wisełka i Biała Wisełka. One to, łącząc się ze sobą, tworzyły Małą Wisłę, by po licznych dopływach utwo­rzyć Wisłę właściwą.

W miarę jak słońce wznosiło się coraz wyżej i dzień stawał się coraz dłuższy, koryto rzeki nie mogło pomieścić spiętrzonych wód. U swego ujścia Wisła i jej odgałęzienie

Nogat, mimo że umocnione groblami, nie były w stanie ujarzmić rozszalałego ży­wiołu wodnego.

W szczególnie trudnym położeniu znaleźli się mieszkańcy nisko położonej wsi żu­ławskiej – Ząbrowa. Widząc, że zbliża się wielka woda, robili wszystko, aby nie do­paście do przerwania grobli. Nosili koszami ziemię w miejsca najbardziej zagrożone, mierzyli drągami poziom wody, rozpalaniem ognisk zawiadamiali sąsiednie wsie o niebezpieczeństwie.

Przy brzegach Nogatu nie było wówczas potężnych wałów, a tylko niziutkie groble. Na domiar złego, namnożyło się nornic, które – kopiąc gęstą sieć korytarzy – osłabiały spoistość grobli. W tej zagrożonej grobli założyła też sobie norę wydra, by stamtąd, ze swoim potomstwem, robić wyprawy łowieckie do Nogatu, zasobnego w rybę.

Wreszcie nadszedł dzień, kiedy masy wodne uderzyły w osłabioną groblę, przerwały a i zalały całą okolicę. Pod wodą znalazły się pola, łąki i domostwa ludzkie. Rwący prąd porywał ze sobą bydło, konie i owce. Przerażeni mieszkańcy bezradnie wpatry­wali się w trupy ludzi i zwierząt, unoszone przez wodę. Wszystkich ogarniała jedna myśl – kiedy to się wreszcie skończy?

Skończyło się niebawem. Woda jak szybko przyszła, tak szybko ustąpiła. Wkrótce i obwarowanie gromadnie przystąpili do naprawy uszkodzonej grobli i usuwania znisz­czeń. Pojawiły się jednak nieoczekiwane trudności. Nora, w której mieszkała wydra, była tak głęboka, że w żaden sposób nie można było jej zasypać. Wsypywany w nią piasek ginął w niezgłębionych czeluściach. Kilka razy zwoływano zebrania wiejskie, aby zasięgnąć opinii najstarszych i najbardziej doświadczonych gospodarzy i zasta­nowić się, jakie podjąć kroki.

Kiedy wszystkie rady okazały się daremne, wstał jeden z gburów i powiedział:

–   Wydaje mi się, że woda domaga się ofiary. Prędzej dziury w grobli nie załatamy, aż nie przebłagamy bóstw wodnych i nie złożymy ofiary z żywego człowieka.

Wszyscy popatrzyli po sobie niepewnie. W każdym z nich pokutowała jeszcze wiara z zamierzchłych, pogańskich czasów, każdy słyszał o podobnych ofiarach, praktyko­wanych w przeszłości.

Po długich naradach wniosek przyjęto, powierzając jego wykonanie trzem bogatym gburom. Na ofiarę wybrali oni żebraka, który chodząc od chaty do chaty, prosił o wsparcie. Jakie było zdziwienie owego żebraka, gdy któregoś dnia jeden z bogatych chłopów zaprosił go do stołu, zastawionego jak na weselne przyjęcie. Zdziwienie jego wzrosło jeszcze bardziej, gdy do szklanki coraz częściej dolewano mu miodu pitnego. Wiedział przecież, że ząbrowscy rolnicy nigdy nie byli hojni i niechętnie widzieli go w swoich domach.

Zdobył się więc na odwagę i zapytał: – Powiedzcie mi, z jakiej okazji jest ta uczta?

Wtedy oni spojrzeli po sobie i śmiejąc się, odpowiedzieli: – Jak to, nie wiesz? Przecież dziś jest świętego Jana!

Żebrak odetchnął z ulgą. Po którejś z kolei szklanicy poczuł, że mąci mu się w głowie i widzi wszystko podwójnie. Nie chciał już więcej pić, wymawiając się bólem głowy i złym samopoczuciem. Ale oni nalegali, aby nie żałował sobie wybornego trunku. Skutek był taki, że alkohol i ciepły dzień w końcu zwaliły go z nóg. Wyciągnął się na ławie i zasnął kamiennym snem.

Wówczas gospodarze wezwali parobka i polecili mu załadować żebraka na taczkę, a potem wywieźć na pobliską groblę. Tam pijanego do nieprzytomności wsunięto w dziurę, a następnie zasypano ziemią. Potem wszyscy rozeszli się do domów.

Wieść głosi, że od tej pory wspomniana grobla stała się mocna, jak nigdy przedtem. Przekonanie takie utrwaliło się tym bardziej, że podczas następnych powodzi grobla skutecznie chroniła okolicznych mieszkańców przed żywiołem.

Comments are closed.