You are here: Home > Legendy > Zaklęta księżniczka

Zaklęta księżniczka

O tym samym tajemniczym przejściu podziem­nym z Malborka do Nowego Stawu można było usłyszeć inną historię.

Dawniej powszechnie mówiło się, że mieszka tam zaklęta księżniczka, która czeka cierpliwie na wybawcę. A ma ona być nadzwyczajnej urody; piękniejszej podobno na świecie nigdy nie było. Śmiałek, który odważy się i zejdzie do podziemi, a potem uratuje dziewczynę, ma ją dostać za żonę i wraz z nią skarby ukryte w tajemnym przejściu. Tak powiadano.

Wiele lat temu żył Antoni, który za wszelką cenę chciał znać prawdę o zaklętej księżniczce. Jedni mówili, że znęciła go opie­wana uroda dziewczyny, inni natomiast twierdzili, że chłopako­wi marzył się skarb. Ten jednak nie wdawał się w zbędne gad­ki. Wypytywał natomiast mieszkańców Nowego Stawu, w jaki sposób można zdjąć z niej czar. Wysłano go do starego Józefa. Mówiono o nim, że sam kiedyś zszedł do podziemia, lecz wrócił stamtąd bez żony i bez skarbu.

– Musisz być odważny – pouczał Antoniego Józef. – Ani przez chwilę nie możesz pomyśleć o odwrocie. Musisz być wytrwały i przejść tę podziemną ścieżkę do samego końca. Wiele różnych stworów spotkasz na swej drodze. Każdy może być właśnie za­klętą księżniczką. Gdy staniesz oko w oko z poczwarą, wypowiedz tajemny wiersz i… pocałuj ją. Jeśli nie ujrzysz przed sobą pięknej dziewczyny, idź dalej. Żadnej nie omijaj.

–   Józefie, naucz mnie zaklęcia – niecierpliwił się Antek.

–   A więc słuchaj:

Abrakadabra, zaklęta księżniczko do pocałunku nadstaw swe liczko.

Abrakadabra, niech wzrok mnie nie mami, stań tu przede mną, ma piękna Pani.

Antoni powtórzył wiersz dwa razy, podziękował Józefowi i chciał właśnie wyjść z chaty, gdy ten zatrzymał go nagłym gestem.

–    Poczekaj, weź tę chustkę, może ci się przydać.

–    Chustka? – pomyślał chłopak. – To ma mi pomóc?

Ukrył ją jednak w kieszeni na wszelki wypadek i ruszył śmiało do podziemnego korytarza.

Nie uszedł jednak daleko. Dopiero co zamknęły się za nim żelazne drzwi, a on zrobił kilka kroków, gdy usłyszał jakiś szmer. Pomyślał, że może to być nietoperz, ale wtem ujrzał przed sobą olbrzymią postać. Bardzo powoli skierował w tę stronę pochodnię i… aż odskoczył. Stała przed nim istota o ciele hipopotama i głowie koguta. Jej oczy były wielkie, wyłupiaste i zaropiałe, dziób do połowy strzaskany i wydobywała się z nie­go śmierdząca maź nieokreślonego koloru, a policzki…

Antoni w jednej chwili uświadomił sobie, po co stary Józef dał mu chustkę. Zasłonił nią twarz maszkary i zaczął wypowia­dać zaklęcie:

–    Abrakadabra, piękna księżniczko… – słowa z trudem prze­chodziły mu przez gardło. – Do pocałunku nadstaw swe … licz­ko. Abrakadabra, niech wzrok mnie nie mami, stań tu przede mną, ma piękna Pani – dokończył jednym tchem.

I pocałował chustkę. Wtedy zerwał się dziwny, podziemny wiatr, wszystko zawirowało. Coś huknęło, coś błysnęło i po­czwara zniknęła. Antoni, niezrażony pierwszym niepowodzeniem, ruszył dziarsko przed siebie. Jednak potem było już tylko gorzej. Co kilka kroków musiał się zatrzymać, bo zjawiała się przed nim, trudna do opisania w swej brzydocie, maszkara. An­tek wypowiadał zaklęcie, całował lico i w myślach dziękował starcowi za chusteczkę. Wkrótce młodzieniec był już tak wy­czerpany, że gdy stanęła przed nim stara, gnijąca ropucha nie wytrzymał i wrzasnął:

–   Jeszcze ty?! O nie, ja już nie mogę, ciebie już nie pocałuję!

I wtedy usłyszał za sobą śmiech. Odwrócił się, lecz nikogo

nie widział. Potem inny i jeszcze jeden. Chichot z przodu, chi­chot z tyłu, tysiące głosów śmiejących się, rechoczących, chicho­czących, rżących. I ledwo dosłyszał dźwięczny głos ropuchy:

–   To ja jestem księżniczką…

Rach! Ciach! I wszystko znikło, a Antek ocknął się przed wej­ściem do tunelu. Nie wyzwolił pięknej dziewczyny, nie zdobył skarbu, wrócił do domu z niczym.

Do dziś nikt jeszcze tego nie dokonał, więc może Ty spróbujesz?

Comments are closed.