You are here: Home > Legendy > Tajemnica Joanny

Tajemnica Joanny

Było już późno, ale w karczmie wciąż siedziała roz­bawiona gromadka miejscowych chłopów. Pili i opowiadali sobie niestworzone historie. W kącie izby odpoczywał wędrowiec. Zmęczony wielogo­dzinnym marszem grzał się przy ogniu. Przy­mknął oczy, ale przysłuchiwał się rozmowie.

–    Słyszałem, że są ludzie, którzy pokazują się w dwóch miej­scach jednocześnie… – wyszeptał Robert.

–    I pewnie jeszcze pracują za dwóch! – zaśmiał się Franek.

–    To byłoby dobre, cha, cha!! – wtrącił karczmarz. – Możesz zatrudnić nie dwudziestu a dziesięciu, nie dziesięciu a pięciu i wciąż będziesz miał taką samą wydajność. Ale, ale… czy znacie kogoś takiego?

–    Ja … znałem, kiedyś…

Wszyscy odwrócili się, by sprawdzić, kto to powiedział. Był to podróżny. Ludzie przysunęli się do niego zaciekawieni.

–     Mój przyrodni brat posiada ziemię pod Nową Cerkwią na Żuławach – kontynuował. – Przed laty pracowała u niego kobie­ta nie pierwszej już młodości. Ale jej spojrzenie wciąż pociągało i czarowało. Była piękna i niebezpieczna, aż ciarki przechodziły po plecach. Żyła jednak samotnie. Ukrywała pewien sekret.

Podróżny zamyślił się. W karczmie było cicho jak makiem zasiał. Każdy chciał wysłuchać niesamowitej opowieści. Przy­bysz jednak się nie spieszył.

–     Jej wzrok, jej spojrzenie… – powtórzył żarliwie – jej oczy kryły i jednocześnie wyjawiały tajemnicę!

Robert, który siedział najbliżej wędrowca, przybliżył się do niego. Chciał mu się lepiej przypatrzeć. Spojrzał mu w oczy i struchlał. Na moment ujrzał w nich twarz kobiety. Ta w lewym oku płakała, ta w prawym – śmiała się. Trwało to kilka sekund, moment zaledwie. Potem zjawy zniknęły. Tymczasem przybysz uspokoił się i ciągnął dalej opowieść.

–    Miała na imię Joanna. U mojego brata zajmowała się obej­ściem, czerpała wodę ze studni, karmiła świnie, doiła krowy. Pewnego roku, latem, zabrakło rąk do pracy w polu. Gospodarz wezwał kobietę i nakazał, by nazajutrz udała się wraz z innymi w pole. Obiecała wypełnić polecenie. Jakież było jego zdziwie­nie, gdy rankiem zobaczył ją przynoszącą wodę ze studni! Zaję­ty jednak obowiązkami, odłożył rozmowę z nieposłuszną służą­cą na wieczór. Po południu, gdy robotnicy wracali z pola, usły­szał, jak rozmawiali o Joannie.

–   To ona była tam z wami? – zapytał. – Oczywiście – odpowie­dzieli – i pracowała sumiennie.

Brat mój nie mógł w to uwierzyć. Wezwał ją do siebie na roz­mowę. Kobieta jednak milczała, nie odpowiadała na żadne py­tania. A ludzie zaczynali szemrać… Co niektórzy mówili nawet coś o czarnej magii i konszachtach z diabłem. Bo od tego dnia Joanna codziennie jednocześnie pracowała w polu i przy domu. Wkrótce mieszkańcy wsi nie mieli wątpliwości, okrzyknęli Jo­annę czarownicą. Dla jej bezpieczeństwa i dbając o własny inte­res, brat mój przyrodni szybko ją odprawił ze służby. Nikt już nigdy nie zobaczył jej w okolicy Nowej Cerkwi.

Tu opowieść się skończyła. Słuchacze rozeszli się do domów, albo zamówili kolejne piwo. Jeden tylko Robert chciał dowie­dzieć się więcej.

–    Co się z nią stało? – zapytał.

–     Źle strzegła swojego sekretu… Zaopiekowałem się nią i … jej sekretem.

W tym samym momencie Robert znów ujrzał kobietę w jego oczach. Te same, dwie identyczne, choć odmienne twarze… Na chwilę oba wizerunki przybrały jednakowy, straszny, ziejący rozpaczą grymas, po czym jedna twarz uśmiechnęła się, zaś druga otarła łzę.

Comments are closed.