You are here: Home > Legendy > Sprytny kapelan kadyński

Sprytny kapelan kadyński

W odległości kilku kilometrów od Tolkmicka leży miejscowość Kadyny. Nazwa ta pochodzi podobno od staropruskiego gro­du, istniejącego na wzgórzu, na którym obecnie znajdują się ruiny pofranciszkańskiego klasztoru.

Klasztor ten został opuszczony w XIX w., resztę zrobiła wojna. Z klasztorem, który jest dziś obiektem zainteresowania licz­nych turystów, wiąże się następująca legenda…

Wierny królowi Henryk Szleben z Kadyn złożył przed jedną ze swoich dalekich wy­praw bojowych ślubowanie:

–     Stary już jestem, sterany w boju i trudach, nie wiem czy wrócę z wyprawy. Posta­nowiłem jednak, że jeśli wyprawa będzie udana i szczęśliwie powrócę do domu, to w pobliżu mojej siedziby wybuduje kościół.

Długo nie wracał pan na Kadynach z wyprawy. W okolicy zaczęto przebąkiwać, że zginął. Ale pewnego poranka, kiedy całun srebrzystej mgły okrył wody Zalewu Wi­ślanego, na dziedzińcu kadyńskim zadzwoniły końskie podkowy. Pan na Kadynach wrócił do domu cały i zdrowy.

W Kadynach znów płynęły wesołe dni. Połowy węgorza w Zalewie, polowania na po­bliskich wzgórzach. O budowie kościoła nie wspominał ani pan, ani nikt z jego oto­czenia. Próbował o tym napomknąć ksiądz Jakub, ale pan na Kadynach udawał, że nie rozumie, o co chodzi.

Pewnej nocy stary Szleben został obudzony blaskiem, bijącym z dziedzińca. Wy­skoczył z łoża i podszedł do okna. Na dziedzińcu stały dwie postacie, ubrane w za­konne habity; w ich dłoniach świeciły płonące pochodnie. Szleben zarzucił na plecy opończę, kazał przywołać kapelana, a potem obaj cichutko podążyli za świecącymi w ciemnościach pochodniami.

Trzymające pochodnie postacie bezgłośnie posuwały się w głąb lasu. Skręciły w lewo i zaczęły się piąć w górę, w stronę miejsca, gdzie niegdyś stało dworzyszcze Kadyny

–   córki starego Hoggo. Opasały dużym lukiem wzgórze, a potem znikły w ciemnej gęstwinie lasu. Pan na Kadynach przypomniał sobie o swoim ślubie, złożonym przed wyprawą. Zrozumiał, że był to znak z niebios.

Niedługo potem na wzgórzu kadyńskim stanęły mury kościoła, a obok wyrosły zabudowania klasztorne. Rycerz królewski Henryk Szleben dotrzymał słowa.
Wtajemniczeni twierdzą, że pomysł przypomnienia Szlebenowi o ślubo­waniu należał do księdza Jakuba. Rolę wysłańców z nieba zagrali po­dobno, za namową sprytnego kapelana, dwaj mnisi, przechodzący przez Kadyny.

Comments are closed.