You are here: Home > Legendy > Sposób na czarownicę

Sposób na czarownicę

Od wieków żyją na Mierzei Wiślanej rybacy. Korzystają z dobrodziejstwa morza i Zalewu Wiślanego. Wiele lat temu w okolicach Łysicy mieszkał Jan. Jego dom stal z dala od zabudowań wiejskich, ale ludzie często do niego zaglądali. Przede wszyst­kim dlatego, że był krawcem i to dobrym w swo­im fachu. Potrafił uszyć mocny strój dla rybaka i najdelikatniej­szą suknię dla młodej dziewczyny. Jego ręce były już stare i po­marszczone, ale wciąż sprawne. Nikt nie pamiętał, dlaczego sta­ry krawiec nie mieszkał we wsi, a przynajmniej nikt nie mówił o tym głośno.

Mateusz przybył do Łysicy niedawno. Został pomocnikiem rybaka. Często, gdy wracał późną nocą z karczmy, widział ciem­ne postacie przemykające w kierunku chaty za wsią. Bardzo go to dziwiło i ciekawiło. Wciąż zastanawiał się, po co mieszkańcy wsi odwiedzają w nocy starca? Niedługo miał się tego dowiedzieć.

Pewnego dnia wypłynął wraz z właścicielem łodzi na połów. Od dziesięciu dni nic nie mogli złowić. I tym razem, choć spędzi­li na morzu cały dzień nie próżnując, wrócili z pustymi sieciami.

– To wina czarownicy, musiała wleźć nam w sieci i dlatego nic nie możemy złowić przez tyle dni. Trzeba ją wypędzić – powiedział rybak do swego pomocnika. – Ja jestem już utrudzony całym dniem, rano trzeba znów zarzucić sieci, idź ty do Jana, te­go co mieszka za wsią. On zna sposób…

–    Czarownicę…? – nie mógł uwierzyć parobek.

Ale wziął sieci i poszedł.

Noc była już ciemna, gdy zbliżał się do chaty starca. Widział jednak, że Jan na kogoś czeka, bowiem światło paliło się w cha­cie. Zapukał do drzwi.

–     Wejdź Mateuszu…- usłyszał głos dochodzący ze środka. Pchnął drzwi i stanął za progiem. Chata była niewielka a sprzę­tów wewnątrz mało. Najwięcej miejsca zajmował stół postawio­ny przy oknie i przy nim to siedział zgarbiony krawiec.

–     Połóż sieci i pójdź za dom. Tam znajdziesz stertę starych rzeczy. Przynieś dwanaście, ale wybieraj głównie podeszwy bu­tów. Te są najlepsze.

Mateusz, nic z tego nie rozumiejąc, wykonał polecenie. Jan kazał mu położyć wszystko na palenisku. Następnie podpalił.

–   Teraz przynieś swoje sieci.

Mateusz wpadł w popłoch. Ma pozwolić, by stary dziwak spalił sieci? A z czego będą żyć? Jak nałapią ryb?

–    Nie stój tak, tylko rób, co mówię! – zakrzyknął starzec, wi­dząc jego wahanie.

Mateusz posłusznie przyniósł sieci. Wtedy krawiec zawiesił je nad paleniskiem.

–   A teraz wyjdź szybko z chaty i nie wracaj, dopóki cię nie za­wołam!

Młody rybak ruszył w kierunku drzwi, ale gdy tylko Jan od­wrócił się na chwilę, wskoczył czym prędzej za beczkę i siedział tam cicho. Chciał koniecznie zobaczyć, co się wydarzy. Nagle uj­rzał ogień, który zajął palenisko, a potem przygasł tak, że tylko chmura dymu buchnęła w górę i targnęła sieciami. Usłyszał krzyk, który natychmiast przemienił się we wrzask. Przez uchy­lone okno do izby wdarł się wiatr. Uderzał o ściany i wzmagał

się. Dmuchało, wyło, rzucało wszystkim, czym popadło! Rybak ujrzał krawca, który stał przy palenisku. Starzec uniósł ręce i za­czął szeptać. Już po chwili jednak krzyczał z takim przejęciem, że młodzianowi włosy stanęły dęba. Usiłował usłyszeć choćby szczątki słów, ale wicher zagłuszał wszystko. Nagle nastała ci­sza. Mateusz chciał już właśnie wyjść z ukrycia, gdy wtem zoba­czył, że Jan coś jeszcze dorzuca do ognia. I wtedy dopiero rozpę­tało się prawdziwe piekło. Wicher! Grzmoty! Błyskawice! Wrza­ski! Piski! Lamenty… Naraz – cisza.

– Wyjdź już nieposłuszny młodzieńcze zza beczki. Poszła so­bie – zaśmiał się krawiec. – Możesz zabrać sieci, jutro nałowicie pełno ryb.

Mateusz roztrzęsiony, ale zachwycony wracał nocą do do­mu. Teraz wiedział, po co ludzie chodzą do starego Jana. I jesz­cze po wielu latach wyjaśniał swoim wnukom, dlaczego rybacy czasem wracają z połowu z pustymi sieciami.

Comments are closed.