You are here: Home > Legendy > Śmierć świętego Wojciecha CZ.2

Śmierć świętego Wojciecha CZ.2

Odpowiadając na zadane pytanie o kraj ten i ludzi, mówił półnagi przewoźnik, iż m w tych leśnych stronach dzika i niczym nie krępowana namiętność jest jedynym dla ludzi, którzy koczują, brodzą po wybrzeżach wód, podchodzą pszczoły, ścigają zwierzęta, wybierają jaja ptasie, łowią ryby – którzy rozdzierają radiem ziemię . sypią w bruzdy nasiona prosa, owsa i żyta, karmią się chlebem lub leśnymi jabłkami, palą lasy, topią smołę i wyławiają jantarowe bryły. Mówił, iż nieposkromiona samo­wola tych, których bary są mocne, kolana bezlitosne, a broń w dalekich wypalona cuizniach niezwyciężona dla pięści bezbronnej – jest tu prawem publicznym. Mówił  o prawach innych, odwiecznych, którymi rządzą się tutejsi ludzie po prawej i  lewej ręce wielkiego wód rozlewiska. Kobiety tutaj – powiadał – są jako rzeczy, któ­re się zdobywa lub kupuje. Jeżeli zdobywca ich lub nabywca, a więc właściciel, umie­ra- giną na stosie wepchnięte nań przez tłum żywych, same poprzednio okręciwszy nafcie powróz dookoła szyi. Żony i córki oddaje się przybywającym gościom do noc- wsi uciechy. Ojciec zabija nowonarodzone córki z zasady, pozostawiając jedną córkę la ród cały. Kobieta nie ma prawa do niczego, z wyjątkiem umywania nóg gościom mężczyznom domowym oraz dotrzymywania im towarzystwa, gdy piją miód i ku- n »s. Ludzie tutejsi za Wisłą i jej nogaciami palą wrogów schwytanych podczas bitwy i-i wolnym ogniu albo miażdżą ich pomiędzy belkami.

Zająknął się pątnik. Głucho się zadumał, nie umiał bowiem kłamać.

Prawo! Prawo! Prawo!

Przypomniał sobie prawo, które musiał niweczyć, i prawo, które niósł jako święte tab­lice, biegnąc drogami ziemi od krańca jej do krańca. Przypomniał sobie ojczyznę i obczyznę, wygnanie, ucieczki, powroty pod klątwą i znowu ucieczki. Przewinęło się przeraźliwe wspomnienie takrocznej zbrodni: Spitimir, Pobraslaw, Czaslaw wraz z ich żonami, dziećmi i krewnymi, bracia rodzeni wymordowani po walce zaciekłej w obronie prawa do rodowego księstwa – na zasadzie prawa innego. Ach, z jego własnej przyczyny…

Ponieważ był poplecznikiem obcych w ojczyźnie, Niemców i Polaków – a był poplecz­nikiem Niemców, ponieważ usiłował wdrożyć w ojczyźnie prawo Chrystusa pochwy­cone przez Niemców. Był poplecznikiem Niemców, skoro wyrzekł się pokrewieństwa z książęcą rodziną czeską i powinowactwa po babce z królewską rodziną frankońską

–  ponieważ dobrowolnie wyzuł się z praw do domu na Lubice, książęcego sceptrum nad piątą częścią czeskiej ziemi – ponieważ bosy i w szmatach ubogich wchodził do miasta, gdzie mu biskupem być kazano, ponieważ sypiał na gołej ziemi z kamieniem pod głową, sen dla modlitwy skracając, jadł mało, częste i ostre odprawując posty, a tylko w święto obiad spożywał – ponieważ trudził się ciężką ręczną pracą, odwiedzał chorych, wykupywał z rąk handlarzy jeńców polskich wojennych za każdy grosz, jaki posiadł – ponieważ wszystkiego pozbawiał się dla ubogich – ponieważ trawił życie na modlitwie, na kontemplacyjnym milczeniu, na rozmowach z ludźmi mądrymi i świę­tymi – ponieważ walczył ze światem o zakon Chrystusa – ponieważ chciał pojednać stronnictwa, skłonić naród swój do posłuszeństwa hierarchii Kościoła rzymskiego, Kościół czeski pojednać z Kościołem niemieckim, usunąć wstręt Czechów do Niem­ców…

Był obcy w ojczyźnie, cudzy, wnuk Niemkini, sojusznik wrogów, przyjaciel cesarski.

Zająknął się pątnik o prawie, które cesarz Otto, pełnomocnik boży, cud świata, w młodocianych niósł rękach. Nie chciał być przecie Niemcem jak Ptasznik, ojciec i dziad, zaborcą i krzywdzicielem plemion, ten Grek marzący o wskrzeszeniu cesarstwa Augusta i Konstantyna, ażeby myśl wykołysaną w rozmowach z Gerbertem, świętym Romualdem i świętym Brunonem wskrzesić na ziemi. Nie znosił przecie Niemców i pobyt wśród nich poczytywał za wygnanie ze słonecznych krajów auzońskich, ze sto­licy swej, Rzymu. Tkwiła przecie w jego ekstatycznej duszy namiętność do pokuty i umartwienia, pasja do pielęgnowania czystej cnoty, marzenie, ażeby porzucić tron i zamknąć się w klasztorze. Pątnik znał przecie tę duszę, gdyż tylekroć słuchał jej naj­szczerszej spowiedzi.

Comments are closed.