You are here: Home > Legendy > Rajd kapitana Diaczenki

Rajd kapitana Diaczenki

Gęsta mgła otuliła srebrzystym całunem ziemię, uniemożliwia­jąc lotnictwu wspieranie walczących z powietrza i ogranicza­jąc współdziałanie artylerii. Jedynie zwiadowcy majora Suro­wa czuli się we mgle, jak w domu. Dla zwiadowcy mgła, to jak dla żeglarza wiatr. Penetrowali pilnie teren, podchodząc pod same pozycje nieprzyjaciela.

14 stycznia 1945 r. huraganowy ogień działowy oznajmił po­czątek natarcia wojsk marszałka Rokossowskiego. 17 stycznia przez wyłom, ruszyły na Mławę wielkie jednostki pancerne, które po zdobyciu miasta skierowały się na północ, w kierunku Wysoczyzny Elbląskiej. Czołgi II Fronra Białoruskiego parły naprzód, przecinały linie komunikacyjne, wychodziły na tyły wroga. Plan odcięcia Prus Wschodnich rozwijał się zgodnie z zamiarami dowódcy rontu. 23 stycznia oddziały pancerne zbliżyły się na odległość zaledwie 20 km od Elbląga.

Elbląg stanowił potężny węzeł obronny, otoczony ze wschodu i południa umocnieniami po Iowy mi oraz rowami przeciwczołgowymi. W mieście i na peryferiach zbudowano schrony bojowe. Drogi były zaminowane. Miasto było przygotowane do długo­trwałej obrony.

Na przedpolach miasta radzieckie czołgi napotkały silny opór dwóch dywizji pancer­nych oraz zmotoryzowanej brygady artylerii. Rosjanie nawiązali bój w rejonie Młylar, a po zdobyciu tej miejscowości kontynuowali walkę w celu wyjścia nad morze. 15 stycznia 1945 r. radzieccy czołgiści, dowodzeni przez majora Tuza i kapitana Dia- nenkę, znaleźli się na najdalej wysuniętej pozycji. Przed oczami czołgistów rysowały sc wyraźnie wieże elbląskich kościołów, czerwieniły się dachy elbląskiej Starówki.

Oddział zbliżył się do miasta, już wkrótce głuchy łoskot radzieckich czołgów odbił się o domy Elbląga. Czerwone gwiazdy na cielskach stalowych kolosów wzbudzały mach.

Herr Gott! Russen, Russen! Russen sind da! – rozległy się przerażone głosy.

T mczasem radzieckie czołgi parły ulicami miasta. Roztrącały tramwaje i samochody, siejąc panikę. Przerażenie ogarnęło dowództwo garnizonu. Przecież niemieckie dywizje nie cofnęły się z przedpoli Elbląga!

–  Gdzie są nasze grupy pancerne ? – wrzeszczał do słuchawki płk Schoepthow.

Brawurowy wypad czołgistów radzieckich wywołał dezorganizację i popłoch w do­wództwie obrony Elbląga. A tymczasem czołgi kapitana Diaczenki przeszły przez elbląskie ulice jak burza, a potem opanowały szosę do Fromborka. Hitlerowskie dowództwo garnizonu skierowało poważne siły w celu likwidacji okopanego na szosie fromborskiej, pancernego zagonu. Radzieccy czołgiści bohatersko bronili jednak zajętych pozycji i utrzymali je aż do nadejścia głównych sił.

Dopiero 10 lutego 1945 r. na wieży kościoła św. Mikołaja załopotała czerwona flaga zwycięskiej armii. Po otoczeniu i likwidacji oddzia­łów hitlerowskich, wojska II Frontu Białoruskiego wyzwoliły El­bląg. Po latach niewoli miasto i ziemia elbląska mogły wrócić do Macierzy.

Comments are closed.