You are here: Home > Legendy > Piaszczysta wydma

Piaszczysta wydma

Stary rybak krynicki Kacper Skowronek szykował się do sezo­nu. Wierna łódź otrzymała nową warstwę smoły na śmigłym maszcie trzepotał nowiutki żagiel, uszyty przez żonę starego. Na kołkach przed chatą suszyły się żaki rybackie. Cieszył się stary Kacper z przepięknej wiosny. Sprzęt był gotowy, łódź jak nowiutka. Tylka na wodę.

Tuż obok chaty starego Kacpra był pagórek – piaszczysta wy­dma. Starzy rybacy mówili, że tuż obok miejsca, gdzie dziś znajduje się rybacka che­cza Kacpra, stał ongiś potężny zamek. Miał długie pierścienie obronnych murów, pękate wieże i szerokie bramy. W zamku krynickim mieszkali zbrojni rycerze. Przez długie miesiące zamek był pusty. Zamknięte bramy mówiły okolicy, że panowie kry­nickiego grodu wyruszyli na zbrojną, morską wyprawę. W porcie zamkowym nie było wtedy ani galeon, ani zwinnych kog bałtyckich. Wyszły w morze na podchody, by po­lować na bogate statki kupieckie.

Huczne były zabawy na zamku krynickim po powrocie rycerzy z wyprawy. Srebrne puchary, złocone misy, jedwabne szaty, skóry – to wszystko znosili pachołkowie do zamku. Mówiono po cichu, że panowie z grodu trudnią się zbójeckim procederem, że grasują po dalekich morzach, hen, aż po brzegi lodowych fiordów…

Ale któregoś razu daremnie czekano na powrót krynickich rycerzy z wyprawy. Wyszli na wiosnę w morze i nie wrócili, mimo upływu kolejnych miesięcy. Zimowe mrozy skuły wody Bałtyku i Zalewu Wiślanego. Na zamku nadal panowała cisza. Przyszła wiosna, zarosły zamkowe ścieżki, dziki powój piął się po murach do okien. Znów wiosna, potem jesień… Panów zamku jak nie było, tak nie ma.

Rybacy z daleka omijali samotny, posępny zamek. A ten stawał się z roku na rok coraz niższy, ginął pod złotą lawiną piasku. Z czasem po zamku nie został nawet ślad. Nie­siony sztormami piasek zamienił zamek w piaszczysta wydmę – tę obok chaty starego Kacpra.

N ie lubił Kacper tych starych gadek. Wstydził się przyznać, że strach go ogarnia, kie­dy późną nocą wraca z połowu, przechodząc obok nagiej, piaszczystej diuny.

Kacper wypłynął w nocny połów. Niebo pogodne, wiaterek słaby. Napęczniał żagiel lodzi, sieci plusnęły za burtę. Raptem na niebie zerwał się wicher, sierp księżyca przesłoniła ciemna chmura. Sztormowe fale chlusnęły słonymi bryzgami. Tuż przed przystanią usłyszał Kacper wołanie z morza:

–  Rybaku, chcesz złota?

–  Ki diabeł? – zdziwił się Kacper.

–  Chcesz złota? – głos rozchodził się daleko po powierzchni wody.

–  Chcę! – krzyknął Kacper, zwijając żagiel.

Ciemna, stłoczona masa runęła na dno łodzi Kacpra. Coś niby cała ławica dorszy. Zezłościł się stary rybak. Z wielkim wysiłkiem zdołał się uwolnić od ciężaru, który obciążał mu łódź. Z niemałym trudem dobił potem do portu.

Jakież było zdziwienie starego Kacpra, kiedy na drugi dzień, sprzątając łódź przed wyruszeniem w morze, spostrzegł na dnie kilka szczerozłotych monet. Tylko one pozostały mu po nocnej przygodzie. Była to pozostałość po całej masie złota, która zalała łódź starego rybaka.

Panowie krynickiego zamku przypomnieli o sobie sąsiadowi.

Comments are closed.