You are here: Home > Legendy > O wielkim okrucieństwie Prusów, Galindianów i innych

O wielkim okrucieństwie Prusów, Galindianów i innych

Za czasem tak się lud ten pruski rozmnożył, jako w pokoju, że im w ziemi ich ciasno być się zdało. Przetoż zwierzchność tej ziemie Galindyjej rozkazała to babom sro­dze (jako Farao w Egipcie); aby żadnego dziewczęcia, gdy się urodzi, nie żywiły. Tam płaczliwe narzekanie, żałosny lament z gniewem zamieszany onych pań uskromić się nie mógł.

W tej to ziemi była białagłowa dziwnego dowcipu; rozumu bystrego, która w powa­dze u wszystkich wielkiej była i za prorokinią (ona czarownica pewnie była) ją miano. Do tej celniejsze panie ziemie onej przyszedwszy, swoją nieznośną ciężkość, boleść, a  co więcej z płaczem skarżąc się przełożyły, rady jakby się tak wielkiego gwałtu nad mężami okrutnymi pomścić i sobie to nagrodzić miały, szukały. Ta miła prorokini, wzięła to sobie na rozmysł i tę drogę ku pomście ich wynalazła. Wezwała do siebie prze dniej szych ziemie Galindii i taką rzecz ku nim uczyniła: Ta jest, o Galindiany, wola bogów naszych wszechmocnych, przez mnie wam znać dają, żebyście tudzież nie mięszkając, nie biorąc na się zbroje ani z sobą żadnej broni, w ziemię szli, burzyli i   łupów, których wam bogowie nadadzą, nabrali.

Co jako skoro pogaństwo usłyszało, co żywo jak na miód bieżeli, żony z dziećmi doma zostawiwszy, plądrowali ziemię krześcijańską, więźniów i łupów nabrawszy, do domu się wracali. Lud krześcijański mogąc zrazu odpór dać jako bezbronnym, z strachu się pokryli, aż kila więźniów od pogan do swych przybiegłszy, im to opowiedzieli, iż bro­ni nie mają. Dodawszy sobie serca krześcijani, obronno za pogany w pogoń się udali, doścignąwszy na głowę je zbili, łupy odebrawszy, do domu się z weselem wrócili.

Tak ich prorokini zwiodła i stał się im wet za wet. Sudawowie, sąsiedzi i bracia ich, wpadłszy też do Galindii, spustoszyli ziemię, bydło wygnali, żony ich z dziećmi z do­statkiem zabrali. To pisze Petrus de Dusenburg. Wprawując się tak powoli pogań­stwo okrutne w tyraństwo, w Mazowsze, pomorską ziemię i w inne utarczki czynili. A z zwycięstwa przyjeżdżając, co zacniejszą osobę jako i Litwa we zbroi z koniem na ofiarę palili żywo bogom swoim.

O  nawróceniu Polaków do wiary krześcijańskiej a zamordowaniu Wojciecha świętego od Prusów poganów

Roku Pańskiego 965 Mieszko polski monarcha z swymi wiarę krześcijańską przyjął. Między inszymi nauczycielmi słowa Bożego był też Wojciech święty, który z Węgier do Polski przyszedłszy, do Prus poganów się udał nauczać ich prawdy Bożej, a prze- wiozwszy się przez Ossę rzekę, która jest za Grudziądzem, szedł dalej w bałwochwalskie pogaństwo, ucząc ich, że to, co chwalą, stworzone jest, ukazał im prawdziwego Boga, sprawcę wszech rzeczy, Jego Syna Jego Jezusa Krystusa mesyjasza prawdziwe­go, za nas ukrzyżowanego etc.

Co oni słysząc, pędem rzucili się nań i zabili go nad morzem, blisko miasteczka co dziś Fischhauss zowią. Do Bolesława króla polskiego potem wskazali, że Boga jego zabili i zakopali, nie rozumiejąc sprośne pogaństwo, że święty mąż ten nie zdobywał się na bóstwo obyczajem bogów ich, którzy to imię sobie kradli, ale samego siebie uniżając, jako jedynego prawdziwego Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego wyznawał, inszych też do tego wiódł. Na okup ciało jego podali tym sposobem, aby im tak złota dano, jako ciało zaważy. Bolesław zebrawszy skarbów jako najprędzej mógł, potrze­bę na odkupienie ciała posłał tam; a gdy ważono, nic nie zaważyło z Boskiej sprawy. Przywieziono tedy je do Trzemeszna naprzód klasztora, a potem do Gniezna przenie­sione, o wielkich cudach przy grobie jego piszą.

Tą sławą za gorąca rozniesioną Otto tego imienia trzeci, cesarz krześcijański, z świet­nym pocztem do Poznania naprzód; potem do Gniezna nawiedzać grób Wojciecha świętego przyjechał, szukając tego, co doma miał. Przeciw niemu Bolesław król dosyć ozdobnie wyjechał, czyniąc mu poczciwość; a z nim do Gniezna szedł, po długich ucztach koronę od niego wziął przy arcybiskupie gnieźnieńskim Gaudenciusie, wol­nym go też uczynił cesarz od poddaności dani, co przedtem wszyscy królowie, książę­ta etc. winni byli cesarzowi oddawać. Ten to Bolesław wtóry krześcijański monarcha, a pierwszy król koronowany polski, Chrobry od Rusaków dla jego śmiałości i czujno­ści wojennej rzeczony był.

Bolesław Crispus Prusy poraził, do hołdu i przyjęcia wiary krześcijańskiej przywiódł, ale potem od nich srodze porażon

Roku Pańskiego 1164 był król w Polszczę imieniem Bolesław, Crispus od kędzierza­wych włos rzeczony, ten z wojskiem wielkim do Prusów pogańskich się ruszył, wszerz i wdłuż ogniem i mieczem okrutnie ziemię zwojował, a Prusy, że żądali łaski, przymu­sił. Której im pokazać nie chciał, ażby przysięgli trybut królowi na każdy rok dawać i  porzuciwszy a popaliwszy swe bałwany, na wiarę się krześcijańską okrzcić. Co gdy Prusowie przyjęli i przysięgą to swą potwierdzili, łatwie królewską łaskę otrzymali.

Poburzyli tedy bogów swych fałesznych bałwany, a na to miejsce jedynemu prawdzi­wemu Bogu kościoły pobudowali, pokrzcić się i z dziećmi dali, co jednak nie z chę­ci, ale obawiając się czego gorszego czynili, jako się niedługo potem pokazało. Bo jako skoro król odjechał z wojskiem, do smrodu się zaś swego wrócili, ledwo rok wy­trwawszy w wierze krześcijańskiej, zaś jawnie bałwany chwalić poczęli, wyrzuciwszy kapłany z obrzędy krześcijańskimi, kościoły splugawili. A obawiając się, żeby tego nie przypłacili, do króla z wielkimi dary posłali, opowiadając się, iż oni z posłuszeń­stwa jego się nie wyłamują, ale owszem jemu wiarę zupełną chować chcą. Tylko pro­szą, aby do wiary nie byli niewoleni, gdyż wszystek lud wolałby nie wiem co cierpieć, niż ojcowskich bogów i zwyczajnych obrzędów odstąpić.

Nie oparł się o to król jakoby się godziło, gdy słyszał, że wiary jemu nie łamią – i przetoż tak posły od prawił, jakoby na to zezwalał. Więcej ważąc powagę maje­statu swego niż Boskiego. Albo darami tak zmamiony, które i mądrych serca ślepią. Nie myśląc, że niepohamowany upór, któremu raz wodzy popusz­czą. Czego jednak na niezbożnych Prusach jawny przykład został, bo oni widząc, iż im pierwsza wina spełzła, zhardzieli i jawnie królo­wi z poddaności się wyłamali, urzędnika jego precz wygnali, z wielką potem mocą chełmską ziemię i Mazowsze okrutnie burzyli, a wiele więźniów i dobytku nabrali.

Comments are closed.