You are here: Home > Legendy > O rzemiośle katowskim w dawnym Pasłęku

O rzemiośle katowskim w dawnym Pasłęku

Szczególną pozycję w dawnym aparacie wymiaru sprawiedli­wości zajmował kat. W zakres jego obowiązków wchodziło m. in. torturowanie podejrzanych i wykonywanie kar cielesnych (chłosta, pręgierz) orzeczonych przez sąd. Kat wykonywał również wyroki śmierci (przez ścięcie, wieszanie i palenie na stosie), wystawiał zwłoki lub obcięte członki na widok pub­liczny, sprawował nadzór nad więźniami i nad domem pub­licznym.

Pasłęku funkcja kata istniała od czasów krzyżackich, przy czym wraz z upływem lat przybywało katom obowiązków, np. obarczono ich zadaniem zbierania padliny. Przy wykonywaniu swoich czynności kat korzystał z pomocy praktykantów, przygotowu­jących się do zawodu. Pobierał stałe uposażenie i zajmował mieszkanie w mieście. Pod względem materialnym powodziło mu się zazwyczaj bardzo dobrze: pasłęcki kat miał dwukrotnie wyższą pensję od burmistrza!

Władze miejskie wymagały, żeby kat był żonaty. Znalezienie życiowej partnerki dla katów – pomimo ich bogactwa – bardzo trudne, bo zawsze żyli oni na marginesie społeczeństwa, a wszelkie kontakty z nimi przynosiły mieszczanom ujmę na honorze. Dlatego władze miejskie Pasłęka wprowadziły specjalne zarządzenie: jeżeli tar zaproponuje ożenek przestępczyni, skazanej na śmierć, a ona przyjmie „oświad­czyny” kata, to całkowicie darowano jej karę!

Oficjalnie nazywano kata „mistrzem świętej sprawiedliwości”. Potocznie używano jednak mniej pochlebnych określeń, takich jak hycel, tortor lub suspensor. Od pa­słęckich katów wymagano wiedzy na temat budowy anatomicznej człowieka, tak aby mogli oni skutecznie łamać, przypalać, rozrywać i ćwiartować ciała skazańców. Kat powinien również umieć zadać śmiertelny cios swojej ofierze za jednym zamachem.

Każdy kat miał swój własny zestaw narzędzi tortur, jednak najwyżej cenił sobie miecz –  rzadko kiedy odstępował go komukolwiek innemu. Miecz ten był wyważony i dopa­sowany do siły ręki kata, tak samo jak i topór. W Średniowieczu głośna była legenda, ze miecz po ścięciu tysiąca głów tak nasiąka krwią, że ożywa i ścina głowę katowi. Legenda ta zapewne brała się stąd, że zdarzały się przypadki nieumiejętnego obcho­dzenia się z mieczem przez pijanego kata. Dlatego też, na długo przed ścięciem tysią­ca głów, kat zakopywał swój miecz głęboko w ziemi lub topił w okolicznych wodach, żeby nikt go nigdy nie odnalazł.

Z katowskim mieczem wiązały się też inne przesądy. Tak np. kat odmawiał wyko­nania wyroku, jeśli „miecz nie imał się szyi skazańca”. Podobne przesądy dotyczyły skazanego, który trzykrotnie zerwał się ze sznura i spadł z szubienicy. Zdarzało się też, że kat sprzedawał kawałki sznura po wisielcu, istniało bowiem przekonanie, że takie trofeum przynosi ludziom szczęście…

W XVII – wiecznym Pasłęku, który liczył sobie wówczas ok. 2,5 tys. miesz­kańców, średnio zapadały po 3 wyroki śmierci rocznie. Ogółem w latach 1628 -1665 wykonano w Pasłęku 56 wyroków śmierci, w tym spalono na stosie 24 osoby, ścięto 16 i powieszono również 16.

Comments are closed.