You are here: Home > Legendy > O diable, który dawał się nosić

O diable, który dawał się nosić

Diabeł może czaić się wszędzie. A już na pewno można go spotkać na cichej, obsadzonej wierzba­mi i zapomnianej przez Boga tryfcie żuławskiej. Taką właśnie drogą szli pewnego razu do wsi Trutnowy Wacek i Antek – kowal i kołodziej. Zmierzchało.

–   Przyśpieszmy kroku, Antek. Nie chciałbym natknąć się… no wiesz na kogo… – Wacek ściszył głos, gdy wypowiadał ostat­nie słowa.

–  A tam… bajki opowiadasz. Jak dziecko wierzysz, że w tych starych drzewach… – Antek urwał nagle, gdyż zobaczył coś du­żego, nieruchawego leżało pod sękatą wierzbą.

–  Co, co Antek? Co widzisz? Co się stało? Antek!

Ale Antka już przy nim nie było. Stał pod drzewem i kiwał na Wacka ręką.

–   Chodź no tu, to Świnia. A jaka dorodna! I ma już kopytka spętane postronkiem, jakby na nas czekała! Zabieramy ją do wsi. Pomóż mi…

–  Ale czy na pewno? Może to… Ja słyszałem, że…

–  Znów będziesz bajał?! Bierz tę dużą wierzbową gałąź i nie­siemy mięso do domu. Tyle zostawić na zmarnowanie, toż to grzech! Ruszaj się i nie marudź!

Kowal drżąca ręką chwycił pałąk. Wetknęli go poprzez zwią­zane kopyta, końce zarzucili na ramiona i ruszyli do wioski.

Wacek szedł przodem. Antek, przypatrując się niezwykłemu znalezisku, marzył już o szynkach, słoninkach, kaszankach i nóżkach w galarecie; dreptał z tyłu.

–   Ależ nam się poszczęściło, ależ to będzie uczta… – próbo­wał dodać sobie odwagi Wacek. – Jak myślisz, skąd ta Świnia tu­taj? Kto mógł zostawić taki skarb? Taki towar… A jaka ciężka! Za­uważyłeś? Ile ona może ważyć? No, Antek, słuchasz mnie?

–  Mhm… mhmm… mmmm… – zamruczał w odpowiedzi ko­łodziej, bo właśnie wyobrażał sobie kiełbaski, salcesony, balero­ny… Aż oczy zmrużył.

–   Ty nie mlaskaj, tylko nieś! Ja całej świni sam jeden nie udźwignę. Dlaczego puściłeś kij?

–   Przecież niosę! – oburzył się Antek. – To ta Świnia jakby cięższa. O…! Z każdym krokiem cięższa. Wioska za zakrętem, a ja już nie mogę…

Uszli jeszcze kawałek, gdy nagle:

–  Stój, stój Wacek! Postronki się rozluźniają!

Ale było już za późno. Świnia spadła na drogę i w tym sa­mym momencie znikła. Zapachniało siarką, coś błysnęło i sta­nął przed przerażonymi mężczyznami sam diabeł.

Kołodziej oniemiał, kowal skulił się i schował za towarzy­szem. Diabeł tupnął srogo kopytem, zamiótł ogonem, nastawił widły. Czekał. Myślał. Patrzył. A widział strach, głupotę i chci­wość. Zadumał się.

–  Na przyszłość nie dotykajcie czegoś, co do was nie należy! – zaryczał wreszcie i ulotnił się tak nagle, jak się pojawił. Chłopi rzucili się do ucieczki.

–   Antek, Antek…! Dlaczego on nas puścił? Antek! – krzyczał dysząc w biegu kowal. – Antek, to był sam diabeł!

Kołodziej przystanął. Kowal tuż za nim. Byli już we wiosce.

–   A bo ja wiem? Głupi Jasiek raz opowiadał w karczmie, że znalazł we wierzbie związanego kota. Wziął go ze sobą. Po co mu był ten kot? Tylko głupi Jasiek wiedział. Niósł go zatem do wsi. W drodze kot zaczął rosnąć i rosnąć, aż wreszcie stał się wielki jak cielak. Wówczas chłopak zobaczył, że niesie samego diabła! Zły nic mu nie zrobił… Wtedy to ja mu nie wierzyłem, zresztą nikt mu nie wierzył, każdy się śmiał. – Antek zamyślił się głęboko.

–  Żeby diabeł dawał się nosić… – powiedział do siebie.

Dlatego pomyślcie dwa razy zanim wybierzecie się nocą na żuławska tryfle.

Comments are closed.