You are here: Home > Legendy > Najsłynniejszy wójt w dziejach Próchnika

Najsłynniejszy wójt w dziejach Próchnika

W czasie wojen napoleońskich francuski oddział kawalerii zado­mowił się w pięknej, ustronnie położonej wsi. Żołnierze wy­brali na kwatery najlepsze domy i ogłosili wieśniakom, że będą ich bronić, a w zamian oczekują gościnności i serdeczności. Gościnność miała polegać na objadaniu chłopów, a serdecz­ność na korzystaniu z wdzięków ich kobiet.

Za namową Jakuba Fietkaua, próchnickiego wójta, chłopi niby to zgodzili się przyjąć te ciężkie warunki, jednak po cichu postanowili płatać zdobywcom przeróżne figle. A to nasikali do butelek z piwem, a to do gotowanej zupy wrzucili zgniłą marchew i ziemniaki, a to chleba nie dopiekli, za to posmarowali zjełczałym masłem. Oburzonym Francuzom tłumaczyli, oczywiście na migi – …”taka tu w Prusiech jest kuchnia. Nasze kobiety po waszemu gotować nie umieją”…

–   A diabli nadali! – odpowiadali po francusku kawalerzyści i wracali do swoich kwa­ter.

Najgorzej było, gdy żołnierzom zachciało się markietanek. Żal było ładnych, miej­scowych dziewcząt. Wtedy chłopi wysłali wójta Fietkaua, który miał mocną głowę, aby rzekomo uzgadniając coś z wojskiem, upijał ich. Gdy już ciemiężcom ostro z głów kurzyło – wpychano im jakieś przebrane, połapane po lasach staruchy. Rano oburzeni wojacy, klnąc szpetnie po francusku, gnali zadowolone z przygody baby przez pola. Fietkau i inni klękali w te chwile w kościele, modlili się niby, robili wielkie oczy sły­sząc zgłaszane pod ich adresem pretensje. Przekonywali, że widocznie sam diabeł po­zamieniał młódki na stare, wstrętne baby.

– Takie rzeczy się u nas, w Prusiech, często zdarzają – powiadali chłopi Francuzom.

–  A diabli nadali! – odpowiadali znowu po francusku żołnierze.

Niestety wreszcie Francuzi przejrzeli chłopski spisek, ustalili ponadto, kto kieruje podstępnymi poczynaniami wsi. Postanowili zemścić się, a że nie brakowało im wy­obraźni, także obmyślili fortel.

Zaprosili na tęgą ucztę wójta Fietkaua, ochoczo z nim rozmawiali i jeszcze chętniej doń przepijali. Tyle tylko, że zawartością swoich pucharów podlewali kwiatki w ogro­dzie. Czekali, kiedy podchmielony wójt spadnie z ławy pod stół lub zaśnie, po to aby 10 związać, zaparzyć w gotowanej wodzie i obedrzeć ze skóry.

Fietkau szybko rozszyfrował grę żołnierzy i nakazał przynieść chłopom najlepsze wina i marcowe piwo elbląskie. Jakoż wkrótce Francuzi, którym od gadania pozasychało w gardle , naprawdę łyknęli i poznawszy się na wybornych trunkach przestali wylewać za kołnierze. Ich skłonności wzięły górę nad rozumem. Gdy wójt ocenił, że ruchy żołnierzy już spowolniały, jednym susem przeskoczył płot i tyle go widzieli.

–  A diabli nadali! – skwitowali swą porażkę żołnierze.

Po całej tej historii pozostały dwie pamiątki. Pierwsza należała do sfery tak zwanej kultury duchowej, a polegała na tym, że w Próchniku przez jakiś czas przeklinano wyłącznie po francusku. Wprawiło to w wiele lat później w zdumienie żonę króla nie­mieckiego. Nie mogła się nadziwić, jacyż to kulturalni chłopi mieszkają na tej Wysoczyźnie. Dzisiaj, niestety, nie klnie się tam już po francusku.

Comments are closed.