You are here: Home > Legendy > Mistrz czarnej magi

Mistrz czarnej magi

Działo się to w małym miasteczku na Żuławach, być może w Nowym Stawie. Żył tam sobie nie­gdyś uczony człowiek, który uprawiał czarną magię. Mówiono o nim, że zawarł pakt z dia­błem. Od swego piekielnego towarzysza wyma­gał, by sprowadzał mu co noc śliczną dziewczynę – tę, którą sam wskaże.

W miasteczku żył burmistrz, który miał piękną i powabną córkę. Również i ją upodobał sobie mag, więc pewnego razu diabeł porwał ją o północy z rodzicielskiego domu, przywiódł do mistrza i nad ranem dopiero przyprowadził z powrotem.

Dziewczyna opowiedziała rodzicom o swoim nieszczęściu i poprosiła, aby dla zwiększenia własnego bezpieczeństwa mo­gła następnej nocy położyć się i zasnąć między nimi. Rodzice zgodzili się i wzięli córkę do swego łoża. Jednak i to nie pomo­gło. Znów o północy została uniesiona, jakby przez niewidzial­ne ręce i uprowadzona, a rankiem, w równie tajemniczy spo­sób, powróciła do domu.

I tym razem opowiedziała rodzicom o nocnym wydarzeniu. Ojciec zaniepokoił się bardzo:

–    Córeczko kochana, spróbuj przypomnieć sobie tyle szcze­gółów, ile potrafisz. Może uda nam się odnaleźć dom, do które­go nocami ktoś cię porywa.

–    Ojcze – odpowiedziała zatroskana dziewczyna – pamiętam tylko, że leciałam ponad wieżą wysokiego kościoła, a dom, do którego mnie niesiono, stał w pobliżu.

 

Następnej nocy ojciec dał córce szpulkę nici i nakazał:

–    Upuść kłębek przed tamtym domem. Odnajdę go.

Skoro świt udał się burmistrz w kierunku kościoła i odna­lazł pozostawiony przedmiot, który niewątpliwie wskazywał na dom mistrza. Teraz już wiedział, co robić. Kolejnej nocy, gdy je­go córka znów została w niewyjaśniony sposób porwana i unie­siona do domu przy kościele, burmistrz zwołał straż i wdarł się do środka. Znalazł tam oczywiście swoją córkę.

–   Za to, że uprowadziłeś moje ukochane dziecko, stracisz gło­wę. Kacie, zabierz stąd tego łajdaka i wykonaj wyrok – powie­dział rozgoryczony. – Albo poczekaj jeszcze chwilę… – zastano­wił się. – Aby sprawiedliwości stało się zadość, niech skazany przyzna wobec wszystkich tu zebranych, że sprowadzał moją córkę wbrew jej woli i za pomocą diabelskich sztuczek.

–     Powiem, co zechcesz, pod warunkiem, że puścisz mnie wolno – zaryzykował mistrz. – Mogę nawet obiecać, że ożenię się z twoją córką. Jest piękna i posłuszna…

–    Dość tego! – zakrzyknął burmistrz. – Moja córka nigdy nie poszłaby do twojego domu dobrowolnie. Sam diabeł ją z domu wykradał! Umrzesz. Zabrać go!

–   Zaczekaj, zaczekaj! – poprosił. – Chciałbym przed śmiercią poprosić o wybaczenie, tyle chyba mi wolno?

Burmistrz kiwnął przyzwalająco głową. Mistrz spojrzał śmiało na dziewczynę i powiedział:

–     Za chwilę umrę, przepraszam za wszystko, co robiłem wbrew twej woli i proszę, podaruj mi coś na znak swego przeba­czenia.

Dziewczyna ulitowała się nad nim i milcząc podała mu kłę­bek nici. To tylko miała pod ręką.

Mistrz, gdy tylko dostał go do ręki, natychmiast podrzucił w górę, objął dziewczynę, wymamrotał kilka słów i wzleciał w górę z oszołomioną dziewczyną u boku. Nikt nie wie dokąd.

Comments are closed.