You are here: Home > Legendy > Kurhan Kriwejty

Kurhan Kriwejty

W pobliżu dzisiejszego Jurandowa, u ujścia rzeki Dzierzgoń do jeziora Drużno, znajduje się w lesie niewielkie wzgórze. Miesz­kańcy okolicznych osiedli zwą to wzgórze kurhanem Kriwejty. U jego stóp zimą 1233 r. stoczono jedną z najkrwawszych bi­tew pomiędzy plemionami Prusów a Krzyżakami.

Mroźny dzień chylił się ku końcowi. Skąpe blaski zimowego słońca przez moment oświetliły postać kapłana Prusów, z uwa­gą obserwującego okolicę z kurhanu.

–  Idą – blady uśmiech przemknął przez ascetyczną twarz kapłana. – Idą psy plugawe

–   rzucił przez zaciśnięte zęby. Chodźcie! – wykrzyknął, podnosząc zaciśniętą pięść.

–   Chodźcie tu, gady! Niech się w końcu rozstrzygnie, kto jest silniejszy: wasz krzyż złowieszczy czy nasi pruscy bogowie!

Spojrzenie kapłana przeniosło się na rozległą równinę, położoną u stóp kurhanu: tu stoczy się bitwa. Tu nastąpi decydujące rozstrzygnięcie: oni albo my, śmierć – albo zwycięstwo.

Miejsce na bitwę zostało dobrze wybrane. Na prawym skrzydle, osłoniętym zaro­ślami, znajdowały się wilcze doły. W to właśnie miejsce zamierzali Prusowie zwabić Krzyżaków. Starym zwyczajem, ucieczką. A tam dopiero zniszczyć, zdusić krzyżackie robactwo.

Zbrojne szeregi Krzyżaków powoli wynurzały się z lasu. Wyprawa została dobrze przygotowana. Drogą obietnic i przekupstwa uzyskano pomoc oddziałów księcia Konrada Mazowieckiego, Henryka Brodatego, Świętopełka Pomorskiego oraz jego brata Sambora.

Pierwsze przymrozki ścięły dobrze znane oddziałom Świętopełka mokradła i pusz­czańskie drogi. Radość ze zbliżającego się spotkania ogarnęła Krzyżaków. Nareszcie będą walczyć! Zbrzydły im już te ustawiczne poszukiwania nieuchwytnego i kąśliwe­go przeciwnika.

Chrapliwy głos pruskich rogów wojennych oznajmił początek bitwy. Wojownicy obu stron runęli na siebie. Żelazna falanga krzyżacka ugięła się w pierwszej chwili pod


uderzeniem wojów pruskich. Zgrzytnęło żelazo o kamień: to kamienne topory Prusów miażdżyły żelazne zbroje. Długie, krzyżackie miecze wrzynały się w szeregi Prusów. Niemiecka komenda komturów przeplatała się z okrzykami bojowymi Prusów. Boj był okropny. Krwawy. Śmierć lub zwycięstwo! Wiedzieli o tym i jedni, i drudzy.

N ie wytrzymali naporu żelaznej konnicy pruscy wojowie. Zmęczone ręce nie nadąża­ła z zadawaniem i parowaniem ciosów. Szeregi pruskie ugięły się pod naporem prze­ważających liczebnie Krzyżaków. Jedyna nadzieja, jaka pozostała, to wilcze doły…

Zachrypiały bojowe rogi Prusów: pozorowana ucieczka. Oderwali się od pancernych szeregów krzyżackich.

Ale co to? Co się dzieje? Bogowie! Zdrada! Zdrada! Pomorscy na tyłach!

Od strony Kurhanu Kriwejty, położonego na tyłach oddziałów pruskich, odezwały się bojowe rogi Świętopełka. Nie było już żadnego ratunku. Rozpoczęła się ok­ropna rzeź. Zaledwie nielicznej grupie Prusów udało się przebić na północ, korzystając z zapadających ciemności…

Bitwa była skończona. Starzy, pruscy bogowie zostali pokonani.

Zdrada bratnich plemion pomorskich krwawą plamą pokryła zwycięskie sztandary, znaczone czarnym krzyżem.

Comments are closed.