You are here: Home > Legendy > Diabły bronią Pasłęka

Diabły bronią Pasłęka

Po bitwie pod Grunwaldem miasto Pasłęk wraz z zamkiem zosta­ły zajęte bez walki przez wojska polsko – litewskie. Król Jagiełło nadał Pasłęk swemu bratu księciu Witoldowi, jednak dowództwo zamku powierzono słynnemu polskiemu rycerzowi Powale z Taczewa.

Niestety, pół roku później, na mocy zawartego pokoju, tereny te musiano przekazać Krzyżakom. Podczas „wojny głodowej” w 1414 r. Polakom i Litwinom nie udało się zdobyć zamku, znisz­czono jednak najbliższą okolicę. W 1454 r. w czasie wojny trzynastoletniej w warowni pasłęckiej schronił się kom tur Henryk Reuss von Plauen. Już dwa dni później szturm na nią podjęli propolscy mieszczanie z Elbląga, Olsztyna i Pasłęka. Znakomite wyposaże­nie zamku pozwoliło komturowi odpowiedzieć atakiem na miasto, co wywołało sporą panikę. Nie widząc jednak sensu zamykania się w mniej znaczącym zamku, von Plauen poddał się na honorowych warunkach i ruszył do Malborka.

Blisko 10 lat później próbował jeszcze przy pomocy niemieckich mieszczan odzyskać Pasłęk, jednak nie udało mu się to i Krzyżacy musieli ustąpić przed polskimi posiłkami pod wodzą Piotra Dunina. Miasto zostało jednak podpalone. Wkrótce, na mocy dru­giego Pokoju Toruńskiego, znowu przeszło we władanie zakonu.

Dopiero w 1520 r. hetman Mikołaj Firlej na czele 5 tys. oddziału rozpoczął oblężenie Pasłęka, bronionego przez wzmocnioną załogę krzyżacką złożoną z ok. 2 tys. ludzi. Kilka nieszczęśliwych, a być może zaplanowanych wypadków, które doprowadziły do utraty przez Polaków największych bombardier i obsługujących je puszkarzy, złamały morale oblegających, mimo że ostrzał artyleryjski odnosił skutek i dowódca krzyżacki wzywał już na pomoc załogę Braniewa. Wśród polskiego wojska mówiono, że „nie lu­dzie, a diabli bronią Pasłęka”. Jak zwykle też doszły do tego kłopoty z wypłaceniem żoł­du. W efekcie oblężenie załamało się, a mieszczanie na jednej z wież zamkowych wywie­sili zdobytą polską chorągiew i żywego kota jako wyraz ośmieszenia polskich wojsk. Jednak dwa miesiące później hetman Firlej powrócił i tym razem nie dał już szans Krzy­żakom. Zamek i miasto skapitulowały 29 kwietnia 1520 r., bezpośrednio po zdobyciu jednej z baszt miejskich. Aby zamek nie stał się znów siedzibą wrogów Rzeczpospolitej albo rozbójników, na wniosek władz miejskich Elbląga i Gdańska król Zygmunt August polecił zburzyć zamek. Rozkaz wykonano połowicznie, rozebrano mury obwodowe, ale sam budynek przetrwał.

W wieży kościelnej zamurowano go żywcem dlatego, że – : prócz innych ciężkich grzechów – bardzo dotkliwie skrzywdził jedną spośród wielce podówczas szanowanych sióstr zakonnych. Długo męczył się i straszliwie cierpiał ten niepoprawny mnich. Gdy zakończył już swoje nędzne życie – ciało jego zepsuło się i rozpadło, resztki skóry poprzysychały do kości i w stanie niezmiennym pozostał tyl­ca potężny szkielet, oparty o dolną część jednego z wielu wieżowych okienek. Szcząt­ki zeschłych rąk wystawiał na zewnątrz i powszechnie znany był jako „Kościotrup”. Ze zaś o życiu i czynach tego nędznika krążyły po okolicach najdziwniejsze wieści

Kościotrupa,, bali się wszyscy. Kronikarze mówią, że w owym czasie niełatwo moż­na było spotkać, śmiałka, który bez objawów panicznego strachu mógłby się w nocy przechadzać ulicą Kościelną lub w jakimś celu znaleźć się w pobliżu kościoła.

O istnieniu „Kościotrupa” w wieży – wiedzieli i starzy i młodzi, ba, wiedziały o nim nawet malutkie dzieci, bowiem zachowując się źle – niejeden raz od swoich nianiek i mateczek słyszały: „no, tylko wy nie bądźcie grzeczne – to zaraz wezwę tu kościotru­pa, a on was już na pewno uspokoi”.

Był tedy „Kościotrup” i punktem powszechnego zainteresowania i jeszcze bardziej powszechnego strachu. Nic więc dziwnego, że nawet starzy, zaprawieni w bojach ry­cerze i znani z odwagi, bitności, a także niezwykłych fortelów – przygodni wesołkowie –  bardzo niechętnie przebywali wieczorem w pobliżu murów orneckiego kościoła.

Comments are closed.