You are here: Home > Legendy > Czarnoksiężnik z Dębowego Lasu

Czarnoksiężnik z Dębowego Lasu

Był koniec wieku XVII, złoty czas dla alchemików, astrologów, czarnoksiężnikowi innych typów spod ciemnej gwiazdy. Ludzi pokroju pana Twardowskiego czy Józefa Cagliostro, którzy pod pozorem poszukiwań kamienia filozoficznego w istocie realizowali zupełnie inne cele. Albo pragnęli poznać sposób zamiany metali w złoto, albo tak jak Faust odzyskać utraconą młodość, albo bezczelnie żerować na głupocie królów i innych możnych tego świata. Prędzej czy później każdy z tych czarodziejów przekonywał się o zawodności ludzkiej wiedzy i wzywał w sukurs moce dia­belskie. Tak przynajmniej sądził ogół, zazdroszcząc im pozycji a jednocześnie bojąc się takiego żywota i losu, uważając je za przeklęte.

O karkołomnych karierach opowiadano mroczne baśnie lub – tak jak Goethe – pisano dzieła wiekopomnej sławy. Pojawił się w niej wątek szybkiej wspinaczki na szczyty oraz rychłego a tragicznego upadku, końca nie do pozazdroszczenia. Podobną pozycję mają dzisiaj trenerzy piłki możnej…

Jednym z takich przeklętych poszukiwaczy był Kilian Schmidt. Nie wiadomo skąd przybył do Elbląga, później mówiono, że zwabił go tu obietnicami diabeł. Kilian miał smagłą cerę, ubierał się wyłącznie na czarno, mówił niewiele, często wtrącając arab­skie i łacińskie słowa. Przedstawił się jako medyk i prawnik, ale nie praktykował.

Kilian zamieszkał w majątku Eichwald (Dębowy Las), na północ od miasta, oddzie­lony od innych mieszczan piaskami Sandberge. W najbliższej okolicy najzwyczajniej się go bano. Opowiadano dziwne rzeczy: że rozmawia ze zwierzętami, nigdy nie śpi, rozpala dziwnie wysokie lance w lasach, przechodzi przez mury…

Jak później ustalono, czarnoksiężnik z Dębowego Lasu pragnął wywabić z pudda diabła. Wreszcie mu się to udało. Diabeł przybrał postać niedźwiedzia, wszedł mm drzewo, najpierw zapiał jak kogut, potem zaśpiewał syrenim głosem, wreszcie pn£mówił po ludzku. Kilian zażądał od nieczystego skarbów, przeogromnych bo­gactw, w zamian oferując duszę.

– Po co mi twoja dusza, Kilian? – przekomarzał się diabeł.

–   Dusza jest duszą, Kusy – wycedził przez zaciśnięte zęby czarodziej. – Zawrzyjmy układ.

– Widzisz, Kilian, my w piekle wolimy poczciwców albo wierzących, a Ty… Ty jesteś  dziwolągiem – wykręcał się przybysz.

*  Nie gadaj mi tu. Potrzebuję złota, żeby rządzić. Mam już wiedzę, dużą wiedzę, potrzebuję tylko bogactwa i ty mi je dasz – rozkazał śmiało Schmidt.

* A jeśli nie? – zapytał, mrużąc niedźwiedzie ślepia, diabeł.

Jeśli nie dasz mi po dobroci, zmuszę cię, ty czarcia pokrako! Przekonasz się jaki potężny jest Kilian z Dębowego Lasu! – zagroził czarodziej.

No, dobrze już, dobrze. Niech ci będzie, człowiecze, masz swoje złoto! – odpowiedział diabeł i zaśmiał się tak, że nawet nieustraszonemu czarnoksiężnikowi zrobiło się nieprzyjemnie.

Wszystkie opadając zamieniały się w złoto. W złote łyżki, w złote kwiatki, w złote paski i cekiny. Delikatnie wirując, otoczyły oszalałego : szczęścia Kiliana Schmidta.

Comments are closed.