You are here: Home > Legendy > Bratobójca

Bratobójca

Stoboje, podobnie jak wiele innych miejscowości Ziemi Elblą­skiej, też mają swoją legendę.

Tuż za wsią, niedaleko drogi, leży obrośnięty zielonym mchem, duży głaz. Tylko w jednym miejscu mech nie porasta głazu. Bacznie obserwując to miejsce, można zauważyć kształt ludzkiej stopy. Okoliczni mieszkańcy twierdzą – spluwając przy tym przezornie w bok – że jest to ślad diabelskiej nogi.

Dawne to były czasy. W miejscu, gdzie obecnie znajdują się domy, szumiały nieprze­niknione bory. Pewnego dnia, niedaleko starego głazu, leżącego na słonecznej pola­nie, zatrzymał się niewielki orszak. Konie dźwigały postacie, okute w żelazne blachy, czeladź zdejmowała juki.

–     Piękne miejsce na dworzyszcze – powiedział olbrzym, opasany białym płaszczem, ozdobionym czarnym krzyżem. – Tu ci zbudujemy dwór – powiedział, zwracając się do jednego z rycerzy. – My, bracia zakonni, mieszkamy wspólnie na zamku elbląskim. Ty, Hugonie, nie jesteś członkiem Zakonu, dlatego możesz tu zamieszkać. Okolica żyzna, zwierza pełne bory, ryb dużo, jak ziaren piasku na plaży. Będziesz tu miał wszystko, czego dusza zapragnie.

Po kilku latach na słonecznej polanie rozsiadły się chaty, ciosane z pni dębowych. Dworzyszcze Hugona, ogrodzone ostrokołem, panowało nad całą okolicą. Dobrze się wiodło Hugonowi i jego rodzinie. Spokój dostatniego, rycerskiego żywota zakłócała jedynie obawa o przyszłość dwóch synów. Byli zupełnie inni, niż ojciec: kłótliwi, nie słuchali ani ojca, ani Hety – starej, pruskiej piastunki. Po uzyskaniu pełnoletniości, w domu byli tylko gośćmi, podobno przystali do tych, którzy na gościńcach „pomagali opróżniać” przyjezdnym wozy i kiesy.

Pewnego dnia, kiedy synowie po powrocie ze swej wyprawy zabawiali się w lesie grą w kości, doszło do kłótni. Młodszy, nie panując nad sobą, pchnął sztyletem w pierś star­szego brata. Ciało zamordowanego zakopał tuż obok starego kamienia. Nieobecność brata wytłumaczył jego nagłym wyjazdem do Elbląga.

Ale nie zaznał spokoju. Słowo „bratobójca” prześladowało go w dzień i w nocy. Za­bójcę ciągnie na miejsce zbrodni. W noc, kiedy cała polana tonęła w księżycowej poświacie, poszedł do głazu. Raptem ujrzał diabła, który schodził z kamienia. Czart był wysoki, rogaty, o oczach, płonących jak węgle. Trzymanym w ręku sztyletem godził w jego pierś. Piekielny strach zjeżył włosy zabójcy. Zerwał się do ucieczki, ale zatrzy­many jakąś siłą runął na ziemię i stracił przytomność.

Zimne krople deszczu przywróciły go do życia. Leżał na wznak w miejscu, w któ­rym zakopał brata. Ubranie miał w strzępach, a z rozbitej głowy sączyła się krew. Wokół głazu panowała cisza. Po diable pozostał jednak ślad: z boku, od strony grobu, na kamieniu widniał wyraźny odcisk stopy.

Znak ten widnieje na głazie w Stobojach do dziś. Jest najlepiej widoczny w nocy: podobno świeci wtedy krwawym blaskiem.

Tyle mówi legenda. Kto chce, niech wierzy.

Comments are closed.