You are here: Home > Legendy > Bracia olbrzymi

Bracia olbrzymi

Było to dawno, bardzo dawno temu. Tak dawno, że żadne stare kościoły nie pamiętają tych cza­sów. Jedynie odwieczne dęby mogłyby sobie co nieco przypomnieć, ale nikt już nie zrozumie szelestu ich liści. Okolice Zalewu Wiślanego by­ły wówczas pięknym, lesistym krajem, pełnym dziwów i nieodgadnionych zakątków. Woda zaś w Zalewie by­ła czysta i rybna.

W owym czasie żyli tu dwaj bracia olbrzymi. Jeden z nich miał na imię Neryngiusz i ten mieszkał na Mierzei Wiślanej, niedaleko miejsca, gdzie dziś jest Krynica Morska. Drugi – Lanzaniusz – żył na wzniesieniach w okolicach Tolkmicka. Bracia byli tak wielcy, że mogli przechodzić przez Zalew, a woda sięga­ła im ledwie do kostki. Choć byli niezwykle krewcy, starali się żyć w zgodzie. Posiadali nawet wspólną siekierę, którą w razie potrzeby przerzucali sobie przez wodę.

Pewnego dnia Lanzaniusz zażartował sobie, że już nigdy nie odda bratu narzędzia. Między olbrzymami wybuchła kłótnia. Rozjuszony Neryngiusz chwycił olbrzymie drzewo, które rosło opodal i rzucił nim w brata. Ale jedynie zdołał wytrącić wielki głaz, który Lanzaniusz już trzymał przygotowany w dłoni. Kamień ten wpadł do Zalewu niedaleko brzegu. Lanzaniusz po­chwycił drugą ręką drzewo i odrzucił tak celnie, że trafił nim brata w głowę. Olbrzym padł martwy, a z rany jego popłynęła na wydmy czarna krew. Z niej wyrosły jagody, które do dziś obficie porastają lasy Mierzei. Przypominają one o bratobójczej kłótni. Jest jeszcze jeden świadek tamtych wydarzeń – głaz. Tkwi do dziś w wodach Zalewu. Wystaje ponad taflę wody, a na jego po­wierzchni widnieje odcisk dłoni olbrzyma. Kamień ten bywał niebezpieczny dla rybaków, dlatego, aby odczynić zły urok, na­zwali go świętym kamieniem. A co się stało z Lanzaniuszem? Żył odtąd samotnie, aż wkrót­ce umarł z tęsknoty za bratem, a jego rozkładające się cielsko zanieczyściło wodę. Odtąd nie ma już tylu ryb w Zalewie.

Comments are closed.