You are here: Home > Legendy > Bój pod Janówkiem

Bój pod Janówkiem

Krzyżacki statek „Pilgrim” już od tygodnia grasował na wodach Zalewu Wiślanego. Łupem Krzyżaków – którzy przybyli, by ogniem i mieczem nawracać spokojnych Prusów – padły łodzie rybackie, sieci i kilka korcy smakowitych węgorzy. Pojmani rybacy własnymi głowami zapłacili za spotkanie ze zbójecką załogą.

Zbliżał się świt. Nad wodami Zalewu zawisła mleczna mgła. Skrzypnęły wiosła krzyżackiej nawy. Ich cichy plusk kierował „Pilgrima” do brzegu. Otulone mlecznym całunem Tolkmicko spało spokojnym, głębokim snem. Nie prze­czuwał stary kneź Hoggo – władca krainy, rozrzuconej wzdłuż Zalewu – takiej wizyty, takich gości. Po sforsowaniu drewnianej bramy okuci w żelazne zbroje piraci zaczę­li rzeź. Bojowe okrzyki krzyżackie zlały się w jedno z krzykiem zbudzonych nagle mieszkańców grodziska.

Zerwał się stary Hoggo z ławy, moszczonej skórą. W krzepkiej jeszcze dłoni siwobrodego starca błysnął bojowy topór. A przez wyłom w bramie ciągnęły wciąż nowe po­stacie, znaczone czarnym znakiem. Długie krzyżackie miecze cięły nieprzytomnych z przerażenia, nielicznych obrońców grodziska.

Ranny w przedramię Hoggo wypuścił oręż. W tej samej chwili krzyżacka siekiera jak grom spadła na siwą głowę starca. Zginął stary, mężny i sprawiedliwy kneź Hoggo. W ogniu spłonęły dębowe belki jego dworzyszcza. Krzyżacka załoga opanowała Tol­kmicko.

Ponuro brzmiały bojowe rogi Prusów, zagrzewające wojów do walki. Długo świeciły nocą ognie, zwiastujące wojnę, wzywające wszystkich mężów do walki o święte pra­wa tej ziemi, zgwałconej żelazną stopą najeźdźcy. Płonęły wici ogniste na wzgórzach elbląskich.

Widzieli te znaki Krzyżacy. Wiedzieli, że czeka ich ciężka walka. W ślad za „Pilgrimem” przypłynęły dalsze okręty, barkasy i łodzie, pełne krzyżackich knechtów oraz zakonnych braci.

Bój był straszny. Grad strzał obsypał żelazną ławę krzyżacką. Śmigały ciężkie, krzy­żackie miecze. Krwią spłynęły ostrza puszczańskich sulic. Błyski toporów raziły oczy.


Pękały głucho stalowe hełmy krzyżackie. Pruskie szyszaki zasłały ubity walką, zielo­ny kobierzec murawy. Zbroczeni własną i wrażą krwią, legli wojowie pruscy. Wśród szarych, drewnianych tarcz pruskich, srebrzyły się ciała zabitych knechtów.

Zmrok ogarnął już ziemię. Łoskot pioruna przewalił się przez rozjaśnione błyska­wicą niebo. Lunęły z nieba strumienie deszczu. Walka ustała. Chrapliwy głos rogów oznajmił odwrót do puszczy.

W mig zwinęły się również szeregi krzyżackie. Ostra komenda komtura była począt­kiem odwrotu. Walka skończona, ale zwycięstwo niczyje. Pole zostało we władaniu trupów. I tych, odzianych w wilcze szyszaki, i tych, znaczonych srebrem pancerzy.

Na drugi dzień, w miejscu, gdzie stoczono bój, grzebano poległych. Legli pokotem w ziemi wojowie pruscy. Tuż obok, w dużej mogile, złożono knechtów i braci zakon­nych. Obie mogiły stanęły blisko siebie, groźne i milczące.

W miejscowości Janówek, zaraz za Kadynami, tuż przy szosie wiodącej z Elblą­ga do Tolkmicka, rośnie pięć drzew. Legenda mówi że w miejscu, gdzie tych pięć starych lip tworzy półkole, stała ongiś mała kaplica, zbudowana przez okoliczną ludność na pamiątkę krwawego boju. Dziś po kaplicy nie ma już śladu. Jedynie szum starych drzew nuci pieśń pożegnalną swym wojom, poległym w obronie tej ziemi przed germańskimi najeźdźcami.

Comments are closed.